mapa strony   |

Zobacz, co robią podopieczni Schroniska dla Nieletnich w Dominowie.


 

           Podopieczni Schroniska dla Nieletnich w Dominowie malowali w czwartek pokoje domu dziecka. Praca na zewnątrz ośrodka jest dla nich nagrodą za dobre zachowanie. Zajęli się odnawianiem części domu, w której mieszkają najmniejsze dzieci, na przykład pięcioletni Kacper i siedmioletnia Wiktoria. Dyrekcja domu wykorzystała na przeprowadzenie drobnego remontu czas, kiedy maluchy są na koloniach. Cztery pokoje w ciągu kilku dni mają na intensywne ciepłe barwy wymalować Krzysztof i Mateusz (mają po siedemnaście lat) i o rok młodszy Paweł. Wszyscy muszą teraz być w Schronisku dla Nieletnich w Dominowie, zostali tam umieszczeni decyzją sądu. Pobyt w schronisku to czas przejściowy - powinien trwać nie dłużej niż trzy miesiące, ale często się przedłuża. Po wyroku sądu możliwe są różne scenariusze - nadzór kuratora, poprawczak, albo zakład karny.

           Na ul. Pogodną podopieczni z Dominowa przyjechali wczoraj z dwoma wychowawcami i ochroniarzem. Nie mogli swobodnie poruszać się po terenie domu dziecka, ale mówią, że i tak cieszą się, że chociaż na kilka godzin wyrwali się ze schroniska. - Najgorsza jest ta monotonia, ciągle widzi się te same twarze. No i jest się daleko od rodziny - mówił "Gazecie" 16-letni Paweł. Co Krzysztof, Mateusz i Paweł będą robić po wyjściu na wolność? Myślą o zwykłych rzeczach. Skończeniu szkoły i rozpoczęciu pracy w budownictwie, albo o wyjeździe za granicę. O takim ułożeniu sobie życia, żeby "nie trzeba było kraść i martwić się tym co będzie". Aby móc pracować poza schroniskiem nastolatkowie musieli zebrać punkty za dobre zachowanie. Pochwałę od wychowawcy mogą dostać za różne prace na rzecz grupy, na przykład wzorowy udział w zajęciach. Kluczowe znaczenie ma także to, czy wychowanek na czas wraca z przepustki. Na pracę na zewnątrz nie mogły liczyć osoby, które popełniły poważne przestępstwa, na przykład morderstwo. Oczywiście osoby, które nie mogą wyjść, zazdroszczą kolegom mającym taką możliwość. Ci drudzy po powrocie do schroniska nawet zachowują się inaczej - są milsi dla innych, spokojniejsi, chętniej rozmawiają z wychowawcami - usłyszeliśmy od nauczyciela, pod którego kierunkiem chłopcy malowali pokoje.

           Zgodę na taką pracę traktujemy jak formę wyróżnienia - podkreśla Stanisław Cur, dyrektor Schroniska dla Nieletnich w Dominowie. To pierwsza taka współpraca schroniska dla nieletnich i domu dziecka przy ul. Pogodnej. - Oczywiście, że mieliśmy obawy, bo w końcu chodzi o osoby, które popełniły jakieś przestępstwa. Ale już teraz widzę, że obawy okazały się niepotrzebne. Chłopcy są grzeczni, chórem mówią dzień dobry - cieszy się Paweł Frączek, dyrektor Zespołu Placówek Opiekuńczo-Wychowawczych "Pogodny Dom" w Lublinie. I zapowiada, że podopieczni z Dominowa będą mogli na ul. Pogodnej robić sobie praktyki, jeśli chodzą do szkoły zawodowej działającej w schronisku, a przy okazji dom dziecka będzie miał wykonane za darmo różne remonty. - Chodzi na przykład o naprawianie mebli, czy położenie kostki brukowej. My jedynie zapewnimy materiały - precyzuje Paweł Frączek. Sytuację ułatwia to, że w Schronisku dla Nieletnich w Dominowie są warsztaty zawodowe, na przykład stolarnia. Zobaczymy, czy to rozwiązanie się sprawdzi. Być może będziemy kontynuować tę współpracę - mówi dyrektor Stanisław Cur.

LINK do artykułu na WWW.GAZETA.PL