mapa strony   |

Wycieczka rowerowa Kazimierz Dolny - Dominów.

 


Trasa wycieczki (czerwonym szlakiem): Kazimierz Dolny – Skowieszynek - Rąblów - Kębło - Wąwolnica - Nałęczów - Wojciechów - Radawiec - Dominów. Po przybyciu do Kazimierza rozpoczęliśmy zwiedzanie pięknie położonego miasta. W trakcie spaceru do ruin średniowiecznego zamku wych. Waldemar Waśkowicz opowiadał historię miasta.Z zamku roztaczał się niezapomniany widok na Rynek i okolicę Kazimierza z meandrami Wisły.

Kiedy nacieszyliśmy się już imponującą panoramą przyszła kolej na podziwianie zabytkowego kościoła farnego i renesansowych,pięknie odrestaurowanych kamienic. Ostatni rzut oka na Wisłę i to co tygrysy lubią najbardziej... wyjazd na trasę. Wszystko sprawne, działa bez zarzutu, więc w drogę. Jeszcze tylko krótka orientacja z mapą. Jest czerwony szlak. Jedziemy trzymając się uparcie znaków, pokonujemy kolejne kilometry jadąc przepięknymi wąwozami lessowymi i wśród zielonych lasów.

 

 

Rąblów - pierwszy odpoczynek, podczas którego chłopcy słuchają historii o walkach partyzanckich, które miały miejsce podczas II wojny światowej. Pomnik wygląda imponująco. Pojawia się błoto... dodatkowa atrakcja, bo można poprawić technikę jazdy w terenie.

 

 

Docieramy do Kębła miejsca kultu religijnego. Podziwiamy kapliczkę, Ale czas nagli, pogoda niepewna, a do Dominowa jeszcze daleka droga. Następny przystanek - Nałęczów - znane polskie uzdrowisko. Kolejna miejscowość: Wojciechów, miejscowość słynąca z kowalstwa artystycznego (trudno sobie wyobrazić co można stworzyć z kawałka metalu). Organizujemy dłuższy wypoczynek, bo zmęczenie daje się już odczuć. Prowiant całkiem dobry, a teraz smakuje jeszcze bardziej. Krajobraz się zmienia.

Wąwozy ustępują miejsca rozległym równinom, a my jedziemy asfaltem do Radawca. Na lotnisku oglądamy zgromadzone śmigłowce. Następny etap wiedzie nas do Dąbrowy. Zanim dojechaliśmy nad Zalew Zemborzycki czekała nas ostatnia atrakcja - przejazd przez pofałdowany, leśny  teren Starego Gaju. Ostatni odpoczynek nad wodą. Za zimna żeby można było się wykąpać... może innym razem. Zmęczeni, ale bardzo zadowoleni dojeżdżamy do Dominowa. Licznik wskazuje przejechany dystans: 70 kilometrów. Całkiem nieźle. Najważniejsze, że wspólny wypad się udał.